Stare korzenie Nowej Huty

/zarys dziejów metalurgii w Dolinie Dłubni/

Maciej Miezian

Zapomniana tradycja przemysłu krakowskiego

50 - lecie powstania Nowej Huty to dobra okazja do przypomnienia dziejów dawnej metalurgii krakowskiej, na ogół pomijanej we wszelkich opracowaniach na temat miasta. Kraków jest w nich przedstawiany jako miasto historyczne stanowiące niemalże od prawieków ostoję inteligencji, która w salonach i kawiarniach pogłębia refleksję nad ludzką kondycją. Lecz takim stał się dopiero w XIX wieku. Gdybyśmy znaleźli się tu w czasach Jagiellonów, uderzyłby nas przemysłowy charakter podwawelskiego grodu, otoczonego licznymi dymiącymi kominami i sztolniami kopalń. Bliżej mu było do Warszawy czy Katowic niż do sennego galicyjskiego miasteczka, jakie wszyscy znamy. Bo miejsce to wyjątkowe, jeśli chodzi o złoża mineralne i warunki rozwoju przemysłu. Franciszek Karpiński tak pisał o Krakowie w liście do Barbary Sanguszkowej w 1788 roku: " Spławna Wisła pod same mury iego ociera się, a grunt nayżyźniejszy i ludnemu obywatelowi do wyżywienia wystarczy, a co mu nadto zostało, zyskowną go przedażą zbogaca. Srebro, miedź, żelazo i sól nieoszacowaną w odległości kilku tylko mil posiada, że zdaie się, iakoby natura na to jedno miejsce wysiliła się, ażeby szczęśliwy krakowianin bez reszty świata mógł się obchodzić" Od wieków już wokół miasta rozwijał się przemysł. Król Zygmunt Stary z okien swojej wawelskiej rezydencji mógł oglądać zarówno huty miedzi w Mogile, kopalnie siarki w Swoszowicach, kamieniołomy na Krzemionkach, jak i niezliczone młyny, folusze, kuźnie i odlewnie w samym mieście oraz jego najbliższym otoczeniu. O możliwościach technicznych metalurgów krakowskich świadczy chociażby dzwon Zygmunta. Dochody skarbu koronnego w dużej mierze pochodziły z przemysłu. Wielickie kopalnie soli, olkuskie złoża ołowiu i cynku oraz mogilskie huty miedzi - to prawdziwi sponsorzy dawnej Polski, dostarczający prawie połowę budżetu państwa ! To właśnie za te pieniądze wznoszono wawelską rezydencję, utrzymywano wojsko i zaopatrywano Akademię Krakowską. A tymczasem piszący o Krakowie autorzy nadmieniają co najwyżej o handlu, przemysł pomijając całkowitym milczeniem. Nadal utrzymuje się wizję Polski jako kraju rolniczego, w którym podstawą gospodarki było zboże spławiane do Gdańska. A przecież aby zrobić kosy, sierpy czy motyki potrzebna jest stal. To samo ze sprzętem wojennym. Nawet na pieniądze potrzebne są kruszce: złoto, srebro, miedź. Ktoś musiał to wszystko wydobyć, wytopić, skuć lub odlać. Stąd też w dawnej Polsce widok dymiącego komina czy sztolni wcale nie należał do rzadkości.

Dolinki jurajskie - krakowski "Krzywy Róg"

Wiadomo, że do huty im. Lenina rudę sprowadzano z Krzywego Rogu na Ukrainie, ale skąd brali ją dawni mieszkańcy miasta ? Otóż podkrakowskie dolinki: Sanki, Prądnika czy Dłubni obfitują w złoża rud darniowych, które dawniej w pełni zaspokajały potrzeby mieszkańców. Każdy kowal przy pomocy prostego, wykopanego w lessie pieca mógł wytopić od 1 do 5 kg metalu. Najstarsze tego typu piece znalezione w osadzie Złota koło Tarnobrzega datowane są na ok. 3000 r. p.n.e. W tym czasie pojawiają się też pierwsze wyroby z miedzi na terenie dzisiejszej Nowej Huty, odnalezione w jednym z grobów w Wyciążu. Pierwszym metalem, którego topienie opanowała ludzkość, była miedź. Poprzedziło ją nieco złoto, nie nadające się jednak do robienia narzędzi, z uwagi na swą miękkość. Ozdoby ze złota spotykało się już w 4000 lat p.n.e. . U nas występują dopiero w dwa tysiące lat później, przy czym, rzecz ciekawa, najstarszy wyrób ze złota znaleziony w Polsce pochodzi z Nowej Huty ! Jest to kolczyk z grobu kobiecego z epoki ceramiki sznurowej (2000 p.n.e.), na który natrafiono podczas badań w pobliżu kopca Wandy. Z tego także okresu pochodzą miedziane przedmioty odkryte w Dolinie Dłubni, w miejscowości Iwanowice, gdzie odkopano duże cmentarzysko z owych czasów. Warto tu wspomnieć, że równocześnie z pierwszymi wyrobami metalowymi pojawiają się ślady eksploracji soli na terenie Nowej Huty, o czym świadczą charakterystyczne naczynia, podobne do tych, które znaleziono w Wieliczce i Baryczy ( jeszcze w XVIII w. Hugo Kołłątaj poszukiwał soli na Wzgórzach Krzesławickich). Metalem najtrudniejszym do uzyskania w dawnych wiekach było żelazo, wymagające dużej temperatury przy wytopie. Stąd początkowo uzyskiwano ten metal z... meteorytów ! W późniejszych czasach, gdy na Bliskim Wschodzie opanowano tajemnicę wytopu żelaza, była ona pilnie chroniona. Żelazo odnajdujemy nawet w grobowcu Tutenchamona, gdzie - jako najcenniejszą rzecz w skarbcu -włożono je pod królewską potylicę. Ówcześni kowale sami prowadzili poszukiwania rud, wytapiali żelazo i wykonywali z niego przedmioty codziennego użytku oraz ozdoby. Podobnie jak wyroby z brązu, i te znamy głównie z grobowców. Metal był bowiem zbyt cenny, aby go wyrzucać. Uszkodzony przedmiot przetapiano po wielokroć, co praktycznie uniemożliwia wszelkie dokładniejsze badania nad składem i pochodzeniem złóż, z których go pozyskiwano. Możemy się tylko domyślać, że skoro w Dolinie Dłubni istnieją złoża rud darniowych, to zapewne miejscowi kowale stąd pozyskiwali surowiec do produkcji. Nie można jednak wykluczyć importu żelaza z innych okolic. Na pewno sprowadzano miedź, która tutaj nie występuje. Ale czy jest to surowiec z Tatr, Sudetów czy Siedmiogrodu, możemy się przekonać tylko prowadząc szczegółowe badania zawartości arsenu i innych pierwiastków.

Celtowie w Nowej Hucie

Na ślady wytopu i obróbki żelaza na terenie Nowej Huty (najczęściej w postaci żużlu lub wyrobów) trafiamy już w najwcześniejszych fazach epoki żelaza. Najciekawsze jednak znaleziska pochodzą z okresu celtyckiego osadnictwa na ziemiach polskich. Celtowie, zwani też Galami, to przodkowie dzisiejszych Francuzów i Brytyjczyków. W IV w. p.n.e. zawędrowali aż na nasze ziemie, przynosząc ze sobą nowe metody upraw, koło garncarskie, żarna oraz liczne rozwiązania techniczne, także w metalurgii. Z nimi to łączy się dymarka z III/II w. p.n.e. odnaleziona w Wyciążu. Wykopana w lessie jama pozwalała jednorazowo wytopić około 5 kg. żelaza. Następna pochodzi z II w. n.e. i została odnaleziona w Krzesławicach. Obydwie należały do miejscowych kowali, którzy przetapiali w nich rudy darniowe, najprawdopodobniej wydobywane w Igołomii. Kowale byli w dawnych czasach niezwykle cenni. Uważano ich za istoty nadprzyrodzone, mające władzę nad ogniem i światem podziemnym (wszak sami musieli wydobywać rudę). Bano się ich i szanowano, ale jednocześnie często kaleczono im nogi, by nie mogli się przenieść do innej wioski. Śladami tych barbarzyńskich zwyczajów jest dziecięca gra "w klasy" wywodząca się od obrzędowego tańca kowali, który polegał na skakaniu na jednej nodze po specjalnych wzorach w kształcie kowalskiego młota albo spirali. Oprócz dymarek znaleziono też narzędzia metalowe, a wśród nich szczypce do obróbki delikatnych przedmiotów, co świadczy o wysokiej kulturze materialnej żyjących tu ludzi. Potwierdza to również cienkościenna ceramika o czerwonej polichromii, ślady szklanych naczyń, a także odnaleziona forma do wyrobu monet - pierwszy taki zabytek na ziemiach polskich. Można więc powiedzieć, że Nowa Huta jest kolebką polskiej bankowości ! Turystyki zresztą też, gdyż mieszkający tu lud Lugiów opuścił w IV w. swoje siedziby i udał się w długą podróż aż do... Francji ! Pisze o tym rzymski kronikarz, Zosimos. Lugiowie, zwani przezeń Ligami, zajęli po śmierci cesarza Aureliana 70 francuskich miast i zostali pokonani dopiero przez jego następcę Probusa. Według kroniki u stóp tego władcy złożono 400 tysięcy odciętych lugijskich głów. Suma niemała a i uzbroić taką armię na pewno nie było łatwo. We wspomnianych już Iwanowicach odnaleziono pochówki dwóch celtyckich wojowników. Mieli przy sobie dobre, hartowane, żelazne miecze. Owa niefortunna wyprawa oraz najazdy Hunów związane z tzw. "Wędrówką Ludów" zniszczyły całkowicie kulturę lugijską. Gwałtowność najazdu odzwierciedlają odnalezione piece garncarskie w Zofipolu, z których nawet nie zdążono wyjąć wypalonych garnków.

My, Polacy, żelazo mamy...

Następna faza metalurgii nowohuckiej łączy się już ze Słowianami, którzy przybyli na ziemie dzisiejszej Polski dopiero w VI w. n.e. Nasi przodkowie siedzieli niegdyś nad Morzem Kaspijskim, o czym donosi w II w. n.e. grecki geograf Klaudiusz Ptolemeusz (określa ich jako "Suowenoi"). Te tereny to kolebka metalurgii żelaza. Tam się narodziła i stamtąd rozpowszechniła na cały świat. Stąd w religii Słowian dużo jest elementów metalurgicznych. I tak np. dawni kronikarze twierdzili, że wierzą oni tylko w jednego boga, który mianowicie jest ... kowalem ! Sama nazwa żelazo wywodzi się od żelija (pragnąć). Tak więc żelazo to metal upragniony, zaś złoto to metal zły, jak na to wskazuje sama jego nazwa. Wszyscy znają ową legendę o Skarbku z Gór który rzucając swój pierścień do skrzyni cesarza rzekł: idź złoto do złota, My Polacy żelazo mamy i żelazem się bronić będziemy. Kraków słowiański jest Krakowem obronnym. Osadnictwo przenosi się z otwartych przestrzeni Mogiły, Pleszowa i Krzesławic na lepiej obronne, skaliste wzgórza na zachodzie. Wznoszone są grody na Skałce, Wzgórzu św. Bronisławy, Gródku, Wawelu. Z ich po łączenia powstanie w X w. Kraków. Młode państwo potrzebuje dużo żelaza, zarówno do obrony granic, jak i do zagospodarowania ziemi. Dziś Zwierzyniec to dzielnica w samym środku miasta, w średniowieczu były to tereny łowne. Nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić tego lasu, który zaczynał się w miejscu, gdzie dziś jest filharmonia, a kończył aż pod Trzebinią, albo Puszczy Niepołomickiej sięgającej od Tyńca do Sandomierza ! Śladami dawnej hutniczej produkcji są nazwy rzek i osad. Nie tylko: Rudawa, Rudnik, Rudno, Rudy- wywodzą swoje imię od rud żelaza, lecz także Mydlniki, nie pochodzące bynajmniej od mydła, lecz od zmydlania złóż. Inne nazwy, takie jak: Kuźnia, Huta, Hamernia mają już związek z produkcją i obróbką metalu. Sądząc po nazwach, dolina Dłubni musiała stanowić coś w rodzaju ówczesnej "zbrojeniówki". Pełno bowiem wokół niej osiedli o nazwach militarnych: Korabie (łodzie), Koniusza, Słomniki (szłomy - hełmy), Szczytniki (szczyty tarcz), Branice (kraty do zamykania bram). Mieszkało tu też sporo rycerzy. Możne rody Gryfitów i Odrowążów także potrzebowały stali na wyprawy wojenne. Odnaleziono tu też dwa "skarby". Pierwszym z nich jest pochodzący z IX w. zespół żelaznych narzędzi rolniczych stanowiących w owym czasie znaczny majątek. Odkryto go przy kopaniu fundamentów pod szpital im. Żeromskiego. Drugi skarb jest jeszcze cenniejszy- to garnek znaleziony w Pleszowie zawierający około 2000 srebrnych monet z czasów Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Są w nim monety polskie, czeskie, niemieckie, angielskie, a nawet arabskie, co świadczy o rozległych kontaktach handlowych ówczesnej Polski.

Cystersi z Mogiły

Kolejna faza metalurgii nowohuckiej łączy się z cystersami. Już w akcie założycielskim klasztoru w Mogile jest mowa jest o 100 wiązkach żelaznych prętów, które biskup krakowski Iwo Odrowąż przekazuje braciom jako część fundacji. Akt został wystawiony w 1222 roku. Cystersi byli pionierami górnictwa i hutnictwa w Polsce. Zawsze przy osadzaniu nowego klasztoru zwracali się do panującego o prawo poszukiwania rud i innych kopalin. Mogiła stanowiła filię Lubiąża, a tamtejszy klasztor miał znaczne udziały w śląskich kopalniach złota. Na dokumencie z 1389 roku dotyczącym przekazania przez mogilski zakon wsi Dąbie miastu Krakowowi znajdujemy wśród świadków transakcji Michaela fornariusa . Jest to bodajże pierwszy znany z imienia hutnik z terenu Nowej Huty. Nie możemy jednak do końca być tego pewni, gdyż wyraz ten równie dobrze może oznaczać: hutnika, co piekarza, zduna lub człowieka wypalającego wapno albo cegły. Fornax to po prostu piec, a fornarius to piecowy. W powszechnej świadomości Michał utrwalił się jako hutnik i zyskał nawet ulicę w Nowej Hucie (nie długą, ale zawsze).

Huta Jana Turzona

Na pewno zaś istniała w Mogile huta miedzi - pierwszy duży zakład tego typu na tym terenie. Mamy ją poświadczoną zarówno źródłowo, jak i archeologicznie. W owym czasie była ona cudem techniki nie mającym analogii w Europie, poza podobną pracującą w Wenecji. Działała od 1468 roku do co najmniej 1496, a może nawet 1526 ! Jej twórcą był jeden z najwybitniejszych metalurgów XV stulecia, Jan Turzon z Lewoczy. Z pochodzenia Węgier, osiadł w Polsce i specjalizował się w urządzeniach odwadniających dla kopalń. Legenda mówi, że gdy rodzice wysłali go na studia do Włoch (pochodził bowiem z bogatej kupieckiej rodziny), dowiedział się, że w Wenecji jest pilnie strzeżona huta miedzi, w której stosuje się tajemniczą metodę zapewniającą szybkie bogactwo. Udając obłąkanego, przeszedł przez mur, którym owa huta była otoczona. Nie zabito go, jak to się zdarzało z innymi śmiałkami pragnącymi podpatrzyć technologię, lecz jako człowieka niespełna rozumu zagnano do pracy. Ten, obejrzawszy wszystko dokładnie, z huty uciekł i założył własny interes, na tyle daleko, by nie mogła go dosięgnąć zemsta Wenecjan. Bocheński w swojej książce o dziejach przemysłu w Polsce radzi jednak to opowiadanie włożyć pomiędzy bajki. Nie było na świecie takiego miejsca, gdzie by Republika Wenecka nie mogła doścignąć swoich wrogów. Gdyby chciano zabić Turzona, to by to zrobiono, tym bardziej, iż w Krakowie była ambasada wenecka i sam Turzon do Wenecji nieraz jeździł. Wygląda więc na to, że Turzon technologię sam odkrył- co stawia go na jednym z pierwszych miejsc wśród wynalazców owego czasu. Sprawa nie była prosta. Chodziło o to, że nie umiano odzyskać srebra zawartego w "czarnej miedzi", a Europa przeżywała wtedy prawdziwy głód tego kruszcu, z którego wyrabiano monety. Jest to epoka wielkich odkryć geograficznych i szybkiego rozwoju gospodarczego. Rządy potrzebują srebra, złota, miedzi, by wyrabiać grosze, talary, halerze, floreny, fertony i jeden Bóg wie, co jeszcze. System monetarny tamtych wieków to istny labirynt. W kronice Kromera znajdujemy zwięzły opis systemu pieniężnego z czasów Zygmunta Starego. I tak jeden grosz to jedna dwudziesta ósma, pięćdziesiąta druga lub pięćdziesiąta piąta złotego węgierskiego. Ponadto stanowi sześćdziesiątą część kopy, czterdziestą ósmą grzywny, trzydziestą florena, dwunastą fertona, połowę skojca. Były też, oczywiście, pieniądze mniejsze od grosza, który liczył dwa półgroszki, trzy szelągi, sześć ternarów i osiemnaście oboli. Na dodatek w obiegu krążyły także liczne zagraniczne monety: czeskie, niemieckie i węgierskie. Prawie wszystkie one były wykonane ze srebra z domieszką miedzi. By chronić swój rynek, Węgry, dysponujące dużą ilością kruszców, już w czasach Roberta Karola wydały zakaz wywozu srebra. By to ominąć, wywożono "czarną miedź", ale tę trzeba było odsajgrować. Gdy Turzonowi się to udało, Fuggierowie - najbogatsi bankierzy Europy - zaproponowali mu spółkę. Wraz z nimi Turzon pobudował huty w Niemczech i na Słowacji. Na fali tych poszukiwań postanowił też eksplorować złoża w Tatrach. Pod Ornakiem zachowało się pięć sztolni po 600 metrów każda. To właśnie ślad po jego działalności. Jeśli uświadomimy sobie, że w owym czasie osadnictwo kończyło się na Szaflarach, a góry były całkowicie nie zamieszkałe, to dopiero pojmiemy odwagę i rozmach tego człowieka. Huty w Mogile widoczne były z Krakowa, nic bowiem jeszcze nie zasłaniało widoku z miasta w tę stronę. Pisarz i geograf Bernard Wapowski, który n.b. mieszkał w domu Turzona przy ul. Kanoniczej, taki nam pozostawił opis: "Na kształt Etny pałają piece za miastem Krakowem, pełne miedzi, srebra i złota ogniem spojonych". To najstarszy "socrealistyczny" opis Nowej Huty, bo nakreślony już z XVI w.

Pyskowice - niedoszła Nowa Huta

Na koniec rozważań o metalurgii nowohuckiej sprzed powstania kombinatu chcę przypomnieć pewien cytat często w swoim czasie przytaczany. Pochodzi z fragmentu książki zmarłego w 1925 roku Stefana Żeromskiego: "Ryszard patrzy w daleką nizinę, w zagłębie krakowskie, w prastare osiedlisko chrobackie. We mgle marzenia widział je pokryte czarnym budowaniem wież od sztolni węglowych, zespołem kopalń, kominami fabryk, łańcuchami osad robotniczych... Osaczały oto prastary Kraków, rodzica polskiej potęgi, jak okiem sięgnąć, ze wszystkich stron. Skupiały siłę ludową wychodzącą z wioszczyn, dawały bezrolnej i małorolnej nędzy pracę, zamożność, siłę i moc pospólną do walki o wszystko wydate... Stał w marzeniach Kraków przyszły, brukowany jak Florencja, zachowany jak Norymberga, nowy i wciąż rosnący jak Warszawa, siedlisko nauk i sztuk, osaczony zalewiskiem fabryk, a piękny w swej prastarości, jak tylko on jeden." Porażający w tej wizji jest fakt, iż w czasie, gdy Żeromski pisał te słowa, nikt nawet nie myślał o budowie huty pod Krakowem. Mało tego, kiedy zapadła decyzja o budowie Nowej Huty nie brano w ogóle pod uwagę grodu Kraka. Usytuowanie kombinatu planowano gdzieś naŚląsku, koło Gliwic lub Kędzierzyna - Koźla. Nie miała to być zemsta za powojenne referendum, bo ani Pyskowice, ani Kuźnia Raciborska nic Stalinowi nie zrobiły, a były brane pod uwagę jako najpoważniejsze kandydatki na Nową Hutę. Ostatecznie o lokalizacji zdecydowały względy praktyczne, a zwłaszcza warunki geomorfologiczne i dostęp do wody. Kraków dzięki hucie wrócił do swojej tradycji miasta prężnego i przemysłowego. Od owego miedzianego wyrobu znalezionego w Wyciążu, przez złoty kolczyk spod kopca Wandy, brązowe i żelazne ozdoby z przedhistorycznych osad, dawne dymarki, nazwy rzek i osad, odlewnie stali i ołowiu, po hutę miedzi w opactwie mogilskim - konsekwentnie budował to, co jest naszym nowohuckim dziedzictwem. 5000 lat tradycji metalurgicznych to niemało. Bocheński we wspomnianej już książce, wyciągając analogię pomiędzy dzisiejszą Nową Huta a hutą Turzona, słusznie zauważa, że miejsce to niejako nieustannie od tysiącleci odnawia swoją przemysłową tradycję. Mam nadzieję, że choć trochę udało mi się je w tym referacie przybliżyć.